Ta walka dotyczy nas wszystkich

Rozmowa z Janką Świerżewską
15:00
0

Ruch klimatyczny jest różnorodny. Można działać w nim na różne sposoby: od akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego po śpiewanie w chórze klimatycznym. Można też być aktywnym zupełnie niezależnie. Najważniejsze, żeby te różne działania miały masowy zasięg i żeby się w nich wspierać. Zostało nam tylko 10 lat, żeby coś zmienić – rozmowa z Janką Świerżewską z Obozu dla Klimatu

Małgorzata Druciarek, Paulina Sobiesiak-Penszko Janko, na początek opowiedz nam trochę o sobie.

Janka Świerżewska

Nazywam się Janka Świerżewska. Mam 20 lat i jestem aktywistką klimatyczną. Niedawno złożyłam papiery na geografię i etnologię. W aktywizmie siedzę od urodzenia, bo moi rodzice byli aktywni i moje rodzeństwo też. Natomiast klimatem zaczęłam się zajmować dwa lata temu, kiedy pojechałam na COP24 w Katowicach. Wtedy mało jeszcze wiedziałam. Pojechałam na tę konferencję, bo moje siostry jechały, które zresztą też nie były w ruchu klimatycznym, tylko grały na bębnach w Rytmach Oporu (samba). Pojechałam i stwierdziłam, że jest to niesamowita siła i niesamowity zbiór ludzi. Poczułam, że klimat jest tym, czym muszę się zacząć zajmować, natomiast trochę nie wiedziałam, jak to zrobić. Wróciłam z Katowic do Warszawy. Słyszałam o tym, że są cztery ruchy klimatyczne, i zaczęłam szukać swojej ścieżki. Przez te ostatnie dwa lata zaangażowałam się w działalność trzech ruchów klimatycznych.

Mogłabyś powiedzieć coś więcej o ruchach klimatycznych, w których działałaś?

Najpierw poszłam na spotkanie Earth Strike’u, czyli Strajku dla Ziemi. To było fantastyczne spotkanie i wyjątkowi ludzie, aczkolwiek czułam, że w tym momencie to nie było moje miejsce. Stwierdziłam, że chciałabym być w ruchu bardziej młodzieżowym, który byłby siłą mojego pokolenia, nazywanego też ostatnim pokoleniem. I trafiłam na protest Młodzieżowego Strajku Klimatycznego (MSK). Na ulicach Warszawy czuć było niesamowitą siłę. Okazało się, że tydzień później jest spotkanie otwarte MSK. Przyszłam na nie i stwierdziłam, że to jest dokładnie ten ruch, w którym w tym momencie powinnam się znaleźć, że to są osoby, z którymi chcę współpracować. No więc zostałam w MSK. Potem włączyłam się jeszcze do Extinction Rebellion, a przez ostatnie parę miesięcy działam w Obozie dla Klimatu. Z kolei teraz, kiedy rozmawiamy, siedzę w obozie Inicjatywy Dzikie Karpaty, więc trochę tego jest.

Na czym polegała twoja działalność we wspomnianych przez ciebie ruchach?


W Młodzieżowym Strajku Klimatycznym zajmowałam się głównie logistyką protestów, a więc wymyślaniem tras, przemówień, które byłyby adekwatne do miejsca, gdzie akurat szliśmy. Zaangażowałam się też w działania międzynarodowe, komunikację między Polską a światem. To było dla mnie fantastyczne przeżycie, które spowodowało, że wyjechałam na pierwszy zjazd międzynarodowy Fridays for Future (FFF). Były tam aktywistki i aktywiści z 17 krajów. Była też tam Greta Thunberg. Dyskutowaliśmy wtedy o wizji przyszłości FFF, o tym, jak chcemy działać, czy chcemy organizować różne akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego. Koordynowałam również działania dotyczące miasteczka klimatycznego w Warszawie, które przez tydzień funkcjonowało na placu Defilad. To było jak organizowanie tygodniowego festiwalu. Tym się zajmowałam w MSK. W Extinction Rebellion też czuwałam nad komunikacją międzynarodową. Rozmawiałam z aktywistami i aktywistkami z Indii, Nepalu, Konga, a także Europy i Ameryki. To było niesamowite. Rozmawialiśmy o tym, co się u kogo dzieje, jak możemy się wspierać w akcjach. Z kolei w Obozie dla Klimatu jestem w grupie mobilizującej ludzi do działania. Rozmawiam z nimi o tym, dlaczego klimat jest tak ważny, że musimy go bronić i czemu powinniśmy działać razem

 

Fridays For Future (fot. Dominic Wunderlich)
Czy te różne ruchy współpracują ze sobą na gruncie polskim lub międzynarodowym?

Współpracują, chociaż nie zawsze jest to łatwe. 

Obóz dla Klimatu i Extinction Rebellion tworzą przestrzeń do akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego, a Strajk dla Ziemi i MSK działają poprzez zarejestrowane wcześniej legalne protesty uliczne. Jak widać, ruchy różnią się sposobem działania, natomiast da się też odczuć wzajemną solidarność.

Kiedy była blokada na Obozie dla Klimatu, to Strajk dla Ziemi robił akcję solidarnościową. Oczywiście ja bym chciała, żebyśmy współpracowali bardziej i częściej. I myślę, że tak będzie, tylko to jest proces, który dzieje się powoli, bo mamy różne poglądy i pomysły zarówno na temat kapitalizmu, jak i anarchizmu.

Chciałam jeszcze przez chwilę się zatrzymać przy Obozie dla Klimatu, w którym teraz jesteś. W tym roku w mediach mogliśmy usłyszeć o lipcowej akcji Obozu związanej z wejściem aktywistów na teren kopalni węgla brunatnego. Co jeszcze robi Obóz dla Klimatu?

Obóz dla Klimatu tworzy nieformalna grupa osób, które dążą do odzyskania sprawczości, w aktywny sposób przeciwstawiając się niesprawiedliwym stosunkom społecznym i wszelkim formom wyzysku. Jesteśmy ruchem, który działa w różnych miastach Polski i do tej pory skupiał się na jednorocznych akcjach.

Spotykamy się wszyscy raz na rok. Do tej pory były dwa takie obozy w 2018 i 2019 roku. Były to niesamowite tygodnie, kiedy spotykali się aktywiści z różnych miejsc i ruchów, żeby wymieniać się opiniami, dyskutować. Podczas Obozów zostały też zainicjowane akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego. W 2019 roku była pierwsza masowa blokada kopalni w Polsce – ponad 30 osób dostało się wówczas do kopalni. W tym roku w regionie konińskim także aktywiści zablokowali kopalnię. W tym kontekście warto dodać, że jesteśmy też częścią ruchu globalnego, który zajmuje się direct action, czyli akcjami bezpośrednimi na dany temat, a naszym tematem jest klimat, energia i węgiel w intersekcjonalnym kontekście.

Czy to, co robisz, przekłada się na twoje życie osobiste?

Bardzo się przekłada i to w różny sposób. W tym roku na przykład wzięłam dziekankę, bo nie umiałam wytrzymać na studiach, wiedząc, że jest protest albo że powinnam odpisywać na maile, pisać przemówienia, przygotowywać się i rozmawiać z ludźmi, dbać o ich bezpieczeństwo. Aktywizm był więc jedną z przyczyn podjęcia decyzji o przerwie w studiach. Moje wakacje też są w dużej mierze aktywistyczne. Spędzam je, biorąc udział w protestach, akcjach Inicjatywy Dzikie Karpaty czy wcześniej Obozu dla Puszczy. To jest ogólnie bardzo trudny temat.

Wielu ludzi w moim wieku i młodszych ma przekonanie, że jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ma tylko 10 lat, żeby coś zmienić. To sprawia, że czasami niełatwo jest wyjść z tego świata aktywistycznego. Niektórzy nawet mają trudność, by siedzieć na piwie ze znajomymi, bo towarzyszy im wrażenie, że jest tyle rzeczy do zrobienia i nie mogą sobie pozwolić na odpoczynek.
 

Janka Świerżewska (fot. Karolina Sobel)
Jak oceniasz to, co się dzieje w Polsce, w Europie, na świecie w kontekście ratowania klimatu?

Trudno być optymistą, kiedy patrzy się na to, co się dzieje w Polsce. Niby coś się dzieje, są strajki, protesty, ale mam wrażenie, że jest to wciąż ta sama mała grupa osób. To są powtarzające się twarze. Przeraża mnie też, że jesteśmy w stanie tak pięknie mówić o węglu i niektórzy politycy nadal się cieszą, że mamy go na następne 200 lat, a my obok stoimy i krzyczymy, że zostało nam tylko 10, żeby coś zrobić. I bardzo trudne jest dla mnie bycie optymistką w systemie kapitalistycznym, który tak nakręca eksploatację ziemi, wyzysk ludzi i planety. Naomi Klein wyraźnie mówi, że jesteśmy teraz w krytycznym momencie.

Przez pandemię możemy zobaczyć, że normalność, którą znaliśmy, nie jest czymś, do czego chcemy wrócić. Dlatego strajkujemy, ale rządy nie chcą nas słuchać i naciskają, żeby wrócić do gospodarki, którą znaliśmy. Nie stworzyła się więc ta rewolucyjna myśl, na którą bardzo liczyłam. To jest trudne. Mam momenty, kiedy chcę to wszystko rzucić i kiedy boję się o świat tak bardzo, że trochę nie umiem sobie z tym poradzić. To, co mnie trzyma, to ludzie, którzy walczą w imię klimatu wszędzie na świecie.

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę na Polsce. Jak widzisz realizację zielonej transformacji w naszym polskim kontekście?

To będzie bardzo trudny proces, bo wymaga ogromnego nakładu pracy lokalnej, która jest bardzo czasochłonna. I potrzebna jest też systemowa zmiana. Musimy chronić środowisko, a nie eksploatować je. Musimy też wspomóc finansowo regiony, gdzie potrzebne będą największe zmiany. Nie chodzi o to, żeby teraz górnicy stali się fryzjerami. My możemy sobie tak z warszawskiej perspektywy mówić – niech się przekwalifikują, ale co to znaczy? Ja też bym nie chciała, żeby ktoś mi nagle powiedział, że mam nie być nauczycielką czy studentką.

Zawsze mówię o sobie, że jestem społeczno-klimatyczną aktywistką, bo tego się nie da rozdzielić. To nie są tylko cząsteczki w atmosferze, to jest właśnie myślenie o ludziach, pracownikach, całych lokalnych społecznościach, miejscach, gdzie ludzie wybudowali swoje domy, a dzieci chodzą do szkoły. Transformacja musi być więc bardzo rzetelnie przepracowanym procesem, wspartym dodatkowo dużą ilością środków.

Jak społeczności lokalne reagują na informacje o katastrofie klimatycznej, o tym, że musimy przejść transformację do gospodarki niskoemisyjnej? Jak to jest odbierane?

Trudno jest opowiedzieć o Polsce jako o całości. Jesteśmy odbierani bardzo różnie. Na przykład w rejonie konińskim mamy bardzo duże wsparcie i jesteśmy dość mile widziani. Tam są górnicy i górniczki, ale też jest bardzo dużo rolników i innych grup zawodowych. W regionie na granicy Czech i Niemiec jest już jednak bardzo ciężko. Także w Bieszczadach, gdzie działa Inicjatywa Dzikie Karpaty, nie patrzy się na nas zbyt przychylnie, bo tam po prostu bardzo dużo osób pracuje w Lasach Państwowych i ich zarobek wiąże się z wycinką lasów. Mogę jednak podać kontrprzykład Białowieży, gdzie duża część ruchu została na stałe i im z kolei udaje się zaprzyjaźniać z lokalną społecznością.


Z jakimi trudnościami borykasz się jako aktywistka na rzecz klimatu?

Trudności jest wiele w różnych wymiarach. W polityce często nasze głosy nie są słyszane, a postulaty realizowane. Problemem jest presja czasu, o której my cały czas mówimy, te 10 lat, ale to nie jest wyznacznikiem dla polityków, a sprawy klimatu nie są poważnie traktowane. Na szczęście aktywizm klimatyczny nie spotyka się z tak dużą nienawiścią ze strony społeczeństwa, jak na przykład ruch LGBT. Są jednak takie sytuacje, jak ta pod Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Krośnie, gdzie podczas pokojowego protestu przeciwko wycince drzew w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego ktoś najpierw chciał wjechać w grupę protestujących, a potem, kiedy zobaczył, że wszystko było nagrywane, wysiadł z auta i nas szarpał. Dwóch mężczyzn groziło nam, krzyczało, że wyśle na nas kiboli z Krosna, że nas załatwią. Spotkanie z taką agresją było bardzo trudne. Po tym wydarzeniu ja dalej chcę działać, ale nie wiem, czy inni mają tak samo.

W kontekście trudności, o których teraz mówisz, powiedz, jakiego wsparcia potrzebują aktywiści i od kogo?

Na pewno potrzebujemy wsparcia emocjonalnego i prawniczego, ale to się dzieje. W każdym ruchu jest grupa antyrepresyjna, która dba o bezpieczeństwo, o obecność prawników w razie potrzeby, więc mam wrażenie, że ta pomoc jest. Ale ważna jest też solidarność z tym, co robimy, która może przejawiać się po prostu w udziale w protestach i strajkach. Ważne, żeby tam były także osoby spoza samego ruchu, bo istotna jest masowość naszych działań. No i potrzebne jest też zaplecze naukowe. My często mówimy o trudnych naukowych sprawach, o fizyce, chemii, biologii, ekosystemach, bioróżnorodności, lasach. To nie są tematy oczywiste dla wielu ludzi. Musimy walczyć o klimat razem z nauką. Dlatego tak potrzebne są takie inicjatywy jak Scientists for Future, czyli część Fridays for Future. Potrzebujemy wsparcia naukowców i doceniania przez nich naszych działań, a my z kolei musimy słuchać i nawiązywać w działaniach do ich głosu.
 

Scientists for Future (fot. Stefan Müller)
Czyli potrzebna jest współpraca różnych środowisk. Powiedz, ile przeciętnie godzin poświęcasz na działalność aktywistyczną?

To się zmienia. Zazwyczaj to jest godzina albo dwie dziennie. To zależy od naszych spotkań, wideokonferencji, odpisywania na maile. Przed akcjami trzeba się dodatkowo merytorycznie przygotowywać albo napisać przemówienie, wtedy więc to zaangażowanie sięga nawet sześciu, siedmiu godzin dziennie. Ale wtedy mamy też fantastyczne wsparcie od grup lokalnych, które na przykład dla nas gotują. Przeciętnie więc w miesiącu poświęcam na to 40 godzin, a w takich mobilizacyjnych miesiącach nawet dwa razy więcej.

Jakie masz plany na swoją działalność na rzecz klimatu?

Zastanawiam się teraz, jak połączyć klimat z działaniami bardziej konkretnymi. Bo sam klimat jest tematem bardzo ogólnym i skomplikowanym. To mnie trochę zmęczyło. Dlatego chciałabym się teraz bardziej skupić na konkretnych działaniach, czyli na przykład na kwestii lasów. Chciałabym zająć się ochroną bioróżnorodności i ekosystemów. Inną sprawą jest pogłębienie wiedzy na temat atomu i energetyki jądrowej. Chciałabym mieć w głowie argumenty za i przeciw, żeby swobodnie o tym mówić w mediach i w codziennych działaniach.

Jaki jest twój największy sukces?

Myślę, że jest on dość nieoczywisty. Było nim miasteczko klimatyczne zorganizowane we wrześniu 2019 roku. Koordynowałam to wydarzenie. Tam udało się połączyć różne działania i różne grupy: naukowców, organizacje społeczne, samorząd. Sieć wsparcia była fantastyczna. Pokazaliśmy, że i merytoryka jest ważna, i solidarność w działaniu, i bezpośrednie akcje, i media są ważne. Udało się to wszystko zgrać, wymyślić harmonogram. Zrobić wokół tego różne wydarzenia, wieczory koncertowe i filmowe. To był dla mnie wielki sukces. Cieszę się też z tego, że nadal ciśniemy, mobilizujemy, że te ruchy są coraz większe, że wychodzą nam akcje bezpośrednie. No i ja sama mam nadal wewnętrzną mobilizację, żeby dalej działać i zachęcać innych, żeby to robili. To także jest dla mnie sukces, że trwam na posterunku.

Jak myślisz, czy skutki zmian klimatu bardziej dotykają kobiet czy mężczyzn?

Przerażające jest to, jak mało się mówi o wpływie zmian klimatu na sytuację kobiet. W Afryce ze względu na suszę kobiety tracą zatrudnienie w rolnictwie. Muszą pokonywać coraz dłuższe dystanse w poszukiwaniu wody. W innych krajach z kolei podnoszący się poziom wody powoduje zalania pól uprawnych i też oznacza dla kobiet utratę pracy. W Europie mniej odczuwamy te negatywne konsekwencje zmian klimatu, ale widać też większą troskę kobiet o przyszłość planety i swoich dzieci.

Są również kobiety, które planowały potomstwo, ale rezygnują z tego, bo czują, że jako matki, rodzice nie mogą już zaoferować swoim dzieciom bezpiecznego domu. To rodzi poczucie bezradności, strach i prowadzi do depresji.

Czy w związku z tym wydaje ci się, że kobiety mają do odegrania jakąś szczególną rolę w działaniach na rzecz klimatu?

Uważam, że rolą ruchów klimatycznych i tym bardziej kobiet w ruchach klimatycznych jest solidarność międzynarodowa z innymi kobietami, pokazywanie, jak zmiany klimatu wpływają na kobiety i jak niszczą ich bezpieczeństwo.

Potrzebujemy globalnego sojuszu kobiet, które głośno mówiłyby o konsekwencjach katastrofy klimatycznej i jednocześnie wspierałyby się nawzajem. Kobiety oczywiście są merytoryczne w dyskusji o klimacie, ale one czują też ten problem na płaszczyźnie emocjonalnej, przeżywają go i potrafią mówić o tym, co nas boli i co jest dla nas trudne. Myślę więc, że ogromnie ważne jest, żeby wnosiły te emocje także do ruchów działających na rzecz klimatu, żeby wiedziały, że tam jest dla nich przestrzeń do mówienia o swoich uczuciach i jest to tak samo ważne, jak argumenty merytoryczne.

Co warto zrobić, żeby wspierać kobiety zaangażowane w działania na rzecz klimatu?

Bardzo ważne jest wsparcie emocjonalne. Organizowane są takie kręgi matek dla kobiet, które potrzebują wsparcia. Oczywiście nie są to działania tylko dla aktywistek, ale one też tego potrzebują. Im więcej takich akcji, tym lepiej. Potrzebne jest też wspieranie samotnych matek, żeby i one, jeśli tego chcą, mogły się włączyć w działania na rzecz klimatu, czyli na przykład pójść na protest czy strajk, i żeby miały kogoś, kto zaopiekowałby się w tym czasie ich dziećmi.

Jak zachęciłabyś kobiety do działania na rzecz klimatu? Co byś im powiedziała?

Walka o klimat dotyczy nas wszystkich, a głos każdej z nas jest bardzo ważny. Trzeba próbować znaleźć miejsce dla siebie. Każdy ruch ma plusy i minusy, więc warto po prostu przyjść na spotkanie i zobaczyć, czy to jest coś dla nas. Ważne, żeby działać tam, gdzie dobrze się czujemy. To mogą być różne zajęcia: zarejestrowane demonstracje, akcje bezpośrednie, to może być też praca biurowa.

Nie trzeba od razu uczestniczyć w akcjach nieposłuszeństwa obywatelskiego i mieszkać w lesie, chroniąc go przed wycinką. Można chodzić na próbę chóru klimatycznego raz w tygodniu albo wspierać samotne matki aktywistki. Każdy może znaleźć swoją przestrzeń w ruchu klimatycznym.

Można czerpać inspiracje i motywacje z zagranicy, można też działać zupełnie autonomicznie. Najważniejsze, żeby w naszych głowach był klimat.


Dziękujemy za rozmowę.
 

Przeczytaj również